Ze względu na mój bieżący stan zdrowia (właśnie po kolizji plus operacji barku) robię ostatnio wiele indukcji hipnotycznych na szybkie kurowanie się. Poprzednio były tamte na znikanie bólu, ale o tym poprzednio pisałem na darmowym forum dyskusyjnym o transie. W tym miejscu opiszę stany transowe na błyskawiczne leczenie, a przygoda była rewelacyjna. Początkowe stany hipnotyczne opierały się przede wszystkim na sugestiach hipnotycznych, które już znałem bo wykonywałem je już sobie wcześniej. Szkoląc z neurolingwistyki często sięgam do hipnozy a także ochoczo prezentuję to na forum o neurolingwistyce. Natomiast później… Później coś jakby indukcja transowa wyśliznęła się spod kontroli i umysł samodzielnie wytworzył mi tak zdumiewającą wyprawę, że na samą myśl czuję się potężny i wielki… Rezultaty nawiasem mówiąc są też bajeczne. każdorazowo gdy popatrzę na własną rękę to nie jestem w stanie nadziwić się jak wspaniale i szybko zdrowieje. A jedna trzecia skóry jest zerwana. Przedtem obtarcia kończyły się w moim przypadku komplikacjami, bliznami itd. Dzisiaj pełen podziwu przyglądam się temu co się dzieje. A także bark, w którym natychmiastowo osiągam zanikanie bólu dzięki transom. Normalnie fenomenalny odlot - podróże są imponujące, a rezultaty, normalnie spektakularne… Już dawno temu podczas jednej z indukcji transowych stworzyłem sobie w głowie swój osobisty ogród (w programowaniu neurolingwistycznym a również stanie hipnotycznym zwykle wykorzystuje się przenośnie aby wspierać proces zmian). Ogród z strefą do laby, zabawy oraz tym jeszcze czego zapragnąłbym. I gdy czegoś brakuje, w takim przypadku zjawia się w trakcie najbliższych sugestii hipnotycznych. Takim sposobem niegdyś zjawiło się w ogrodzie jezioro zdrowia w dodatku z wodospadem. Jeziorko odwiedzałem przedtem wielokrotnie. Gdy mam ochotę wrócić błyskawicznie do zupełnego zdrowia, udaję się w to miejsce, przekazuję sobie stosowne indukcje transowe na szybsze zdrowienie, pławię się i obmywam pod wodospadem. Przekazuję adekwatne sugestie hipnotyczne, jak na przykład to że właśnie wodospad zmywa ze mnie infekcje, krystalicznie czyste zdrowie czyści rany, bądź to pławię się w samym zdrowiu. Przynajmniej tak było początkowo - w chwili obecnej podróż w to miejsce jest dla mnie osobistą kotwicą (termin z NLP) i bez żadnych sugestii transowych znika ból oraz napływa wrażenie całkowitej energii, kompletnego zdrowia. No właśnie już bez żadnych sugestii hipnotycznych umysł zaczął w tym miejscu aktywować mechanizmy zaniku bólu, błyskawicznego leczenia, kapitalnego stanu w czasie stanów transowych. Zapoczątkował też coś więcej… O ile wcześniej byłem zmuszony wykreować swoje jezioro zdrowia, to potem same napływały nieznane artefakty. W taki sposób przybył wodospad. W taki sposób przybyła grota do centrum ziemi… W zasadzie to pojawiły się dwie jaskinie. W zależności od tego, którą ścieżkę wybierze podświadomość, zapoczątkowuję podróż do centrum planety albo odszukując ścieżkę za wodospadem, czy to zagłębiając się w zdrowiu (czyli kąpiąc się w jeziorze) odnajduję pieczarę podwodną. Dobrze, że w przypadku drogi podwodnej umiem swobodnie oddychać zdrowiem. Dojście do centrum planety jest zaledwie drogą do następnych zachwycających odczuć. Przebywając niedaleko jądra ziemi rozpoczynam indukcje transowe i wstępuję do jądra. Pożoga hartuje, wypala z mojego wnętrza infekcje a także wypala na nowo. Wypuszcza zahartowanego, wytrzymalszego. Pożoga oblewa rany wigorem oraz znieczuleniem. To mój ogień. Moja płynna lawa, która mnie leczy a również ochrania - nic się tu nie przedrze. Podobnie jak z jeziorem zdrowia następne wizyty w środku ziemi sprawiły, że już nie ma sugestii transowych. Podświadomość samodzielnie pracuje. Do tego zapewniając mi cudowne odczucia. Bo gdy ja będąc w stanie transu jestem w stanie zapomnieć o dawaniu sobie indukcji transowych, w tym momencie umysł zapoczątkowuje przygodę. Masz pojęcie co to za doznanie pędzić szybkością setek mil w płynnej skale? Świecić jej mocą, wykonywać zabawy, uniki, obroty, bądź to najnormalniej stać i unosząc się w lawie pobierać energię całej ziemi?… Opowiem Ci… jest oszałamiająco. Uprzednio byłem zmuszony przebywając w stanach hipnozy rozmyślnie udawać się w kierunku jeziora zdrowia. Dzisiaj jak wchodzę w stan hipnotyczny chcąc zanikania bólu albo przyspieszenia leczenia, on sam wybiera drogę. Wie dokąd zmierzać, od czasu do czasu po prostu od razu po wejściu w trans w wizjach stoję już w dobrym miejscu. Umysł jest niesamowity. Co więcej strasznie twórczy, ostatnio sam dokonał wyboru sposobu przybycia w to miejsce przy czym fantastycznie mnie tym zauroczył, dostarczając oszałamiających przygód… Mój poprzedni stan hipnotyczny na szybsze kurowanie. Wchodzę i zaskoczony patrzę na mój ogród z przestworzy. Unoszę się? przybliżam się do niego, obracam się, zauważam jezioro. Moment potem uświadamiam sobie, że pędzę na olbrzymim orle. Orle, unoszącym mnie w przestworzach. Słońce… Może tym razem po kojącym pożarze jądra ziemi, mój umysł chce mnie ponieść ku słońcu? Zataczam pierścień. Słońce oblewa mnie jeszcze jaskrawszym światłem, pomimo tego w dalszym ciągu tam nie frunę. Czasem blisko, czasem dalej. Nie próbuję przekazywać żadnych sugestii hipnotycznych. Jestem oszołomiony. Wznoszę głowę ku słońcu, staję na moim orle. Kiedy kolejnym razem zwracam na niego uwagę uległ przeistoczeniu. Pędzę na gryfie. Radości nie ma końca. Wciąż nie mam pojęcia gdzie pędzę, niemniej jednak kurowanie już się zapoczątkowało. O uciążliwościach ramienia normalnie zapomniałem. Pokaleczoną dłoń dosięgają promienie słoneczne a także owiewa pęd powietrza. Dłoni jest strasznie miło. A ja jeszcze zastanawiam się czy wyląduję, czy pochłoną mnie płomienie słoneczne. Ta myśl stała się indukcją transową, gdyż moment później zamiast na skrzydlatym lwie… Po myśli o objęciu ogniem, w mgnieniu oka miast na skrzydlatym lwie rwałem na feniksie. Jego lotki ogarniały płomieniami widnokrąg. Sądziłem, że rozpocznę płakać zafascynowany. Płomienisty ptak przesunął swoją giętką szyję do tułowia. Spoglądną na mnie, wydał pisk, naprężył szyję przed siebie i rozpoczęło się szaleństwo. Fenomenalne szaleństwa. Krążył, a żar jego ciała ogarniał mnie, uzdrawiał i dławił ból. Myślami śmiałem się głośno. W pewnym momencie zaczęła się sinusoida między słońcem a powłoką ziemską. Czy wybór padnie na słońce? A nuż jest w stanie przedrzeć się do wnętrza planety? W odpowiedzi mnie pożarł. Ponownie przyglądnął mi się wyciągając szyję. Pisnął, rozwarł szeroko dziób i połknął mnie. Patrzyłem na ziemię z wnętrza jego ognistego ciała. Postaci, która kurowała mnie ogarniając ze wszystkich stron płomieniami. Przyglądałem się ziemi z wewnątrz niego, oglądałem jak wykonuje śruby, zakręca, tak długo aż… Tak długo aż kierowany głosem wewnętrznym nie rozłożyłem ramion (wrażenie tym cudowniejsze, że prawdziwa prawa ręka jest usztywniona w stawie barkowym), zrównując je ze skrzydłami. Dopóki, nie wyprostowałem ciała, wyginając szyję ku jego głowie. I tak długo aż nie zapragnąłem zmienić kierunek. I zakręciłem. Teraz stałem się feniksem. I własne ręce owiewały horyzont pożogą. I to mój organizm wyzwalał płomień, który leczył mnie jednocześnie. W chwili obecnej normalnie już byłem w euforii. Mogłem wykonać wszystko lecąc. Jednak już obroty i zabawy chowały się przy uczuciu potęgi, które mnie wypełniało. Odwróciłem koncentrację w kierunku lewego barku, który tutaj w trakcie stanu hipnotycznego machał skrzydłem i był pod każdym względem sprawny. Jednak… przyszła myśl wtedy uniosła się fontanna ognia. Umysł wrócił na moment do obecnej chwili. Przyglądnął się odczuciom w prawdziwym ramieniu. Mam w ramieniu wetknięte druty, klamry ściskające bark. Ramię było mile odprężone. Spokój. Wróciłem przemierzać przestworza będąc feniksem. Umiałem zwiększać a również ujarzmić płomienie. Już nie było ognistego ptaka - byłem tylko ja. Zrobiłem test - przygasiłem wszystkie ognie i natężyłem na nowo. Ja miałem władzę nad nimi, jednak odpowiadała mi figura płonącego ptaka - wznowiłem tę sylwetkę. Zabawia nie miała końca. Jak minęło już główne wariactwo, powtórnie powróciła myśl o słońcu. Słońcu a także centrum planety. Mogłem wybrać - wówczas posiadałem totalną kontrolę. We wnętrzu planety posiadam kotwice (jak już wspominałem to jest termin neurolingwistyki - nie statki ;) Wybrałem. I jak płomienista kometa wdarłem się w ziemię. Nie było szukania groty. Nie było potrzeby - byłem mocarny i potrafiłem wszystko. W moment już byłem w tamtym miejscu. Zanurzony. Płomień w ogniach. Rozpierało mnie porywające odczucie mocy. Byłem płonącym ptakiem i odczułem zapęd by pochłonąć energię planety. To było fantastyczne. Na chwilę uwaga przekierowała się do rzeczywistości. Momentalnie zanotowałem czemu. Ogarniało mnie tak rewelacyjne odczucie władzy oraz mocy, że miast zrelaksowana moja sylwetka napinała się cała. Kręgosłup naprężał się, nogi wyciągały najbardziej jak tylko były w stanie. Zahaczyłem o obrzeże wyrka, ten impuls mnie tu wezwał. Po prostu nie mogłem nie skorzystać. Wzniosłem ręce i na nadgarstku wzmocniłem kotwicę na postawę olbrzyma (opisywałem to poprzednio na darmowym forum o NLP). Takim kolosem do tego czasu jeszcze nie byłem. Zrobiłem swoje - upuściłem ręce, dałem indukcję transową, że jest bezpiecznie i umysł powrócił w stan pełnego transu. Płomienny ptak poczuł zapęd żeby poszaleć. Rozłożyłem ręce i rozpocząłem dziki gon w żarze centrum ziemi. Ogień hulał w płomieniu. Oba mnie leczyły… Nie mam pojęcia ile czasu byłem w tym miejscu. Było genialnie. Następnie sukcesywne uspokojenie. Raz jeszcze wrażenie bezgranicznej potęgi, kiedy jako płomienisty ptak wciągnąłem ogarniającą mnie moc centrum ziemi i wyzwoliłem tyle ognia ile tylko mogłem. Wstrząsnąłem światem… I rozpocząłem powracanie. Gdy powróciłem do tu i teraz, ciało jeszcze było naciągnięte w największym stopniu jak byłem w stanie a w tym samym czasie dogłębnie odprężone. Wręcz nadzwyczaj niesamowicie, bo jak hipnoza miała poprzedzać spanie, to wyszło na to, że przez kolejne sześć godzin nie czułem zmęczenia. Położyłem się spać tak na oko o 5tej o świcie. Ja, szyty, kurujący się, obolały człowiek… Trans jest porywający! Nie potrafię doczekać się kiedy uniosę się do słońca. Albowiem już jestem pewny, że i tam umysł mnie poniesie. Nie będę próbował nawet przekazywać sobie jakichkolwiek indukcji hipnotycznych. W tym co się przytrafiło niezwykle było to, że nic nie było planowane i ze względu na to poza oszałamiającymi doznaniami było też fenomenalną przygodą, którą cały czas odkrywałem. Serdecznie dziękuję neurolingwistyce za to wszystko co mi dała i… Ja chcę dużo transu!
- Architektura
- Banki
- Biznes
- Blogi
- Budownictwo
- Edukacja
- Ekonomia
- Elektronika
- Finanse
- Firmy
- Grafika
- Handel
- Hobby
- Hobby, rozrywka
- Inne
- Internet
- Internet i Komputery
- Komputery
- Kultura
- Medycyna
- Moda
- Motoryzacja
- Nauka
- Nowości
- Opinie
- Pozycjonowanie
- Przeprowadzki
- Reklama
- Samochody
- Sklepy
- Sport
- Sztuka
- Telekomunikacja
- Trendy
- Turystyka
- Usługi
- Wiadomości
- Wydarzenia
- Zdrowie